
Dotyk martwych, Charlaine Harris
Oryginał: A Touch of Death
Wydawnictwo: Mag i Nowa Proza
Rok wydania: 2011
Stron: 189
Najchętniej nie wypowiadałabym się wcale na temat tej książki. Ale że kłóciłoby się to z ideą bloga, a i odczuwam potrzebę ostrzeżenia Was - co nieco o niej opowiem. Co prawda poloniście nie przystoi literatury podsumowywać w ten sposób, ale naprawdę nie znajduję lepszego słowa, na określenie tej książki - ona jest po prostu durna.
Durna, nielogiczna, nudna, żenująca, śmieszna i zupełnie zbędna.
Dotyk martwych to zbiór opowiadań, których akcja rozlokowana jest w różnych momentach cyklu Sookie Stackhouse. Autorka we wstępie bardzo szczegółowo umiejscawia akcję każdego z nich, pozwalając sobie nawet na małe ich streszczanie. Zabieg zupełnie niepotrzebny, bo ów wstęp zdradza wszystko, co czeka nas podczas lektury tych krótkich opowiadań. Ja - na szczęście - w porę zorientowałam się, jakie zamiary ma autorka i część wstępu sobie darowałam. Jakbym przed lekturą miała wiedzieć, co się wydarzy, byłabym jeszcze bardziej zła, że po tę żenującą książeczkę w ogóle sięgnęłam... Jeżeli więc chcecie się z nią zapoznać, darujcie sobie odautorski wstęp.
Opowiadania ze zbioru Dotyk martwych mogą bawić ogromnych fanów serii, którzy w imię miłości "wszystko wybaczą". Ci którzy skłonni do wybaczania nie są, a i sentymentów do Sookie nie żywią - nie będą czerpali przyjemności z lektury. Bo w krótkiej formie Charlaine Harris nie sprawdza się wcale. Przede wszystkim jej opowiadaniom brak spójności i logiki. Nie współgrają one z pozostałymi częściami cyklu - łączą je co prawda bohaterowie i chronologia, ale już relacje między bohaterami są zgoła inne. To razi. Podobnie jak razi stały zabieg stosowany przez autorkę, a więc przypominanie o tym "co, gdzie i jak". Każde z opowiadań na raptem 30-40 stron, a i tak znaczną ich część stanowią wspomnienia faktów znanych z regularnych tomów cyklu. Naprawdę nie sądzę, aby było to konieczne.
Nie wiem komu i na co miałabym polecić tę książkę. Fani cyklu i tak ją znają, a ci którzy nie zaczytują się w przygody Sookie Stackhouse nie znajdą w niej dla siebie zupełnie nic. Radzę więc omijać.
Moja ocena: 3/10
Durna, nielogiczna, nudna, żenująca, śmieszna i zupełnie zbędna.
Dotyk martwych to zbiór opowiadań, których akcja rozlokowana jest w różnych momentach cyklu Sookie Stackhouse. Autorka we wstępie bardzo szczegółowo umiejscawia akcję każdego z nich, pozwalając sobie nawet na małe ich streszczanie. Zabieg zupełnie niepotrzebny, bo ów wstęp zdradza wszystko, co czeka nas podczas lektury tych krótkich opowiadań. Ja - na szczęście - w porę zorientowałam się, jakie zamiary ma autorka i część wstępu sobie darowałam. Jakbym przed lekturą miała wiedzieć, co się wydarzy, byłabym jeszcze bardziej zła, że po tę żenującą książeczkę w ogóle sięgnęłam... Jeżeli więc chcecie się z nią zapoznać, darujcie sobie odautorski wstęp.
Opowiadania ze zbioru Dotyk martwych mogą bawić ogromnych fanów serii, którzy w imię miłości "wszystko wybaczą". Ci którzy skłonni do wybaczania nie są, a i sentymentów do Sookie nie żywią - nie będą czerpali przyjemności z lektury. Bo w krótkiej formie Charlaine Harris nie sprawdza się wcale. Przede wszystkim jej opowiadaniom brak spójności i logiki. Nie współgrają one z pozostałymi częściami cyklu - łączą je co prawda bohaterowie i chronologia, ale już relacje między bohaterami są zgoła inne. To razi. Podobnie jak razi stały zabieg stosowany przez autorkę, a więc przypominanie o tym "co, gdzie i jak". Każde z opowiadań na raptem 30-40 stron, a i tak znaczną ich część stanowią wspomnienia faktów znanych z regularnych tomów cyklu. Naprawdę nie sądzę, aby było to konieczne.
Nie wiem komu i na co miałabym polecić tę książkę. Fani cyklu i tak ją znają, a ci którzy nie zaczytują się w przygody Sookie Stackhouse nie znajdą w niej dla siebie zupełnie nic. Radzę więc omijać.
Moja ocena: 3/10
Zobacz również:
Seria Lily Bard
literatura amerykańska | recenzja | Charlaine Harris | literatura | recenzje książek | Sookie
Charlaine Harris - bestsellerowa pisarka publikująca od ponad dwudziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rodhes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.







Nie przeczytałam jeszcze nawet pierwszego tomu z tej serii ;)
OdpowiedzUsuńZobaczę, może się przekonam, a może nie :)
O rety. To za co te 3 punkty?... Dzięki za ostrzeżenie.
OdpowiedzUsuńZa rozluźnienie mnie w to ponure popołudnie i piękną okładkę :)
UsuńNie zamierzałam nawet zaczynać serii o Sookie, słyszałam, że jest denna :/
OdpowiedzUsuńMatkooo, ja wiem, że Ty straciłaś czas na tę książkę i w ogóle, ale jak się ciesze, że coś skrobnęłaś! :) W końcu jakaś negatywna opinia! Przyjemnie mi się takie czyta, bo zdarzają się sporadycznie, a powód jest prosty: przecież my same najlepiej trafiamy we własne gusta. No, ale jak to bywa, czasem możemy się pomylić. Szczególnie, jeśli to kontynuacja, czy też (jak w tym przypadku) produkt uboczny. Ja zamierzam nadal się pastwić na "Domu Nocy", bo chcę ukończyć serię ;)
OdpowiedzUsuńOj, przecież to nie pierwszy raz, kiedy trafiam na słabą książkę i szczerze o niej piszę :) Rzadko się to zdarza, bo staram się dobrze dobierać lektury, ale jednak się zdarza.
UsuńNie czytałam jeszcze żadnej książki z tej serii chociaż kiedyś mam zamiar. Po tę akurat pewnie po tak negatywnej opinii nie sięgnę ;) I tak jak pisała Nyx - fajnie przeczytać recenzję czegoś, co się nie spodobało ;)
OdpowiedzUsuńChyba to nawet czytałam kiedyś - to m.in. ta Noc Draculi i jakieś święta z elfem? Kiepskie to było i faktycznie nie bardzo spójne z cyklem.
OdpowiedzUsuńTak, dokładnie tak - pomoc wróżkom, pomoc domorosłemu czarodziejowi, wampirza wielka impreza i święta z dziadkiem, który dla uszczęśliwienia wnuczki załatwia jej seks z jakimś typem ;)
UsuńDla mnie to była taka zapchaj dziura :P O Sookie przeczytałam tylko pierwszy tom a później ten zbiorek dostałam do recenzji. Nie umiałam go rozlokować pomiędzy treścią właściwą bo jej nie znałam, wiec były to dla mnie ot takie sobie historyjki, na niezbyt wysokim poziomie.
OdpowiedzUsuńOstatnimi czasy odczuwam ogromną potrzebę zanurzenia sie w jakas - wartą poświęcenia mego czasu - lekturę. z przyjemnoscia czytam tego bloga! jest baaaaardzo uzyteczny :)
OdpowiedzUsuńP.S. polecam PUZO :)
Puzo to jeden z moich ulubieńców, choć nie miałam okazji przedstawić go na blogu :)
UsuńDziękuję za miłe słowo!
Czytałem. Ktoś mnie zachęcił, ale myslałem, że go wróce i zabije :P Jak dla mnie strata czasu niestety ;/
OdpowiedzUsuńhttp://destroyed-future.blogspot.com/
Nie polecasz, a poza tym, nie lubię opowiadań. Zostaję więc przy serialu. ;)
OdpowiedzUsuńOkładka bardzo mnie do tej książki zniechęciła. Twoja recenzja zresztą też. Na pewno nie przeczytam.
OdpowiedzUsuń